
WhatsApp Image 2026-01-23 at 18.07.24 (1)



| Termin | Cena | Sugerowany wylot z: | Status |
|---|---|---|---|
| 27/12/2026 - 03/01/2027 | 3 900 zł | Wrocław, Kraków | potwierdzony - wolne miejsca |
Są takie Sylwestry, które kończą się nad ranem. I są takie, które otwierają zupełnie nową historię.
Tym razem ostatnie dni roku spędzimy w Maroku - między kolorowym Marrakeszem, górami Atlasu, marokańską wsią i Saharą. A Nowy Rok przywitamy tam, gdzie nie potrzeba wielkiej sceny, fajerwerków ani eleganckiej sali. Wystarczą piasek, gwiazdy, muzyka, kolacja i ognisko na skraju pustyni.
31 grudnia dotrzemy do Merzougi. Wieczorem czeka nas sylwestrowa kolacja i zabawa przy ogniu. Bez szpilek i cekinowej presji. Można założyć coś pięknego, można owinąć się chustą i usiąść przy ognisku. Najważniejsze, że północ zastanie nas na Saharze.
A pierwszy dzień roku? Bez pośpiechu.
1 stycznia zaczniemy spokojnie, a po południu wsiądziemy na wielbłądy i ruszymy przez wydmy do pustynnego campu. Zachód słońca, kolacja, kolejne ognisko i noc pod saharyjskim niebem. Następnego ranka zobaczymy pierwszy wschód słońca naszego nowego roku nad pustynią.
Trudno wymyślić lepsze miejsce na małe symboliczne „od nowa”.
Ten wyjazd nie będzie jednak tylko Saharą.
Pokażemy Wam Marrakesz - medinę, Jemaa el-Fna, pałace, ogrody i miejsca, w których można przepaść na chwilę między lampami, dywanami, ceramiką i przyprawami. Będzie hammam, Jardin Majorelle, Dolina Ouriki, przejazd przez Atlas, filmowe Ouarzazate, Aït Ben Haddou i monumentalny wąwóz Todra.
Ale jeden dzień będzie zupełnie inny.
Wyjedziemy na marokańską wieś, z dala od klasycznego programu turystycznego. Zaczniemy na lokalnym bazarze, gdzie razem kupimy produkty potrzebne do przygotowania posiłku. Potem pojedziemy do prawdziwego marokańskiego domu, gdzie spotkamy się z miejscową rodziną.
Nie będzie pokazowego „folkloru dla turystów”. Będzie kuchnia, wspólne przygotowywanie jedzenia, herbata, rozmowy, śmiech i zwyczajne życie. Usiądziemy razem przy stole i spędzimy ze sobą kilka godzin.
To będzie nasze spotkanie kultur - od souku do stołu. I bardzo możliwe, że właśnie ten dzień zapamiętacie najmocniej.
Na przełomie roku trochę inaczej.
Nie jedziemy do Maroka po jeden wieczór sylwestrowy. Jedziemy po siedem dni wspólnej przygody, których Sylwester będzie tylko jednym - choć bardzo wyjątkowym - momentem.
Będzie kolorowo, czasem głośno, czasem zupełnie cicho. Będą miasta, góry, pustynia, lokalne smaki, zakupy, długie rozmowy i trochę piasku w butach.
A pomiędzy tym wszystkim będzie chwila, kiedy usiądziemy przy ogniu na Saharze i po prostu pomyślimy:
No dobrze. To zaczynamy ten Nowy Rok. Po swojemu.

Lądujemy rano i po transferze do riadu zaczynamy od razu - Marrakesz nie bardzo nadaje się do oglądania zza szyby. Wchodzimy w medinę, w jej kolory, zapach przypraw, gwar handlarzy i plątaninę uliczek, w których zgubić się jest właściwie częścią programu. Zajrzymy do medresy Ben Youssefa, dawnej szkoły koranicznej i jednego z najpiękniejszych przykładów marokańskiej architektury. Misternie rzeźbione drewno, mozaiki zellige i dziedziniec, przy którym człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego w Maroku tak łatwo zakochać się w detalach. Odwiedzimy też Bahia Palace - pałac pełen dziedzińców, ogrodów i dekoracji, którego nazwa oznacza „blask” lub „piękno”. A potem oczywiście Jemaa el-Fna - serce Marrakeszu, które wieczorem zamienia się w jeden wielki teatr uliczny. Na zakończenie dnia dla chętnych - hammam. Para, peeling, rytuał pielęgnacyjny i chwila tylko dla siebie. Po podróży i pierwszych godzinach w medinie trudno wymyślić lepszy początek.

Rano zostawiamy Marrakesz i ruszamy w stronę Doliny Ouriki, u podnóża Atlasu Wysokiego. Krajobraz zmienia się szybko - czerwone wzgórza, zielone tarasy, wioski przyklejone do zboczy i góry w tle. To będzie dzień trochę spokojniejszy - więcej przestrzeni, widoków i marokańskiej prowincji. Po powrocie do Marrakeszu zaglądamy do Jardin Majorelle - ogrodu stworzonego przez francuskiego malarza Jacques’a Majorelle’a, później uratowanego i odrestaurowanego przez Yves Saint Laurenta i Pierre’a Bergé. Kobaltowy błękit, kaktusy, egzotyczne rośliny i jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc miasta. A potem czas na zakupy. Marokańskie lampy, ceramika, kosmetyki z olejem arganowym, przyprawy, skórzane torby… przestrzegamy: walizka w drodze powrotnej może ważyć podejrzanie więcej.

Tego dnia nie będziemy tylko oglądać Maroka - wejdziemy na chwilę w jego codzienne życie. Jedziemy na wieś i zaczynamy od lokalnego marketu. Kupujemy warzywa, przyprawy i produkty potrzebne do przygotowania posiłku. Bez supermarketu, bez foliowych półek - za to z rozmowami, zapachami i całym kolorytem miejscowego souku. Potem przenosimy się do marokańskiego domu, gdzie wspólnie przygotujemy tradycyjne potrawy. Będzie lekcja gotowania, herbata, rozmowy i czas na pytania, na które nie zawsze jest miejsce podczas zwykłego zwiedzania. Wieczorem siadamy razem do stołu. To będzie nasze spotkanie kultur - od zakupów na targu po wspólną kolację.

Żegnamy Marrakesz i ruszamy przez Atlas Wysoki. Sama droga jest częścią tej podróży - serpentyny, przełęcze, surowe góry, maleńkie osady rozsiane w dolinach i Tizi n'Tichka - najwyżej położona i jedna z najbardziej widowiskowych przełęczy górskich w Afryce Północnej.. Docieramy do Ouarzazate, nazywanego bramą pustyni i marokańskim Hollywood. Odwiedzimy studio filmowe, w którym powstawały scenografie do wielu międzynarodowych produkcji. Potem jedziemy do Aït Ben Haddou - słynnego ufortyfikowanego ksaru zbudowanego z gliny i kamienia. Jego wieże i zabudowania wyglądają jak gotowa scenografia filmowa - i nic dziwnego, bo wielokrotnie właśnie nią były. Wieczorem zostajemy na noc w okolicy Aït Ben Haddou. Z dala od zgiełku Marrakeszu zaczyna się zupełnie inna część naszej podróży.

Ostatni dzień roku spędzimy w drodze przez południowe Maroko. Po drodze zatrzymamy się przy wąwozie Todra, gdzie wysokie skalne ściany zwężają się wokół doliny, tworząc jeden z najbardziej spektakularnych krajobrazów tej części kraju. Potem jedziemy dalej w stronę Merzougi. I w pewnym momencie pojawi się ona - Sahara. Bez sal balowych, cekinowych kotar i hotelowego DJ-a. Nasz Sylwester będzie miał piasek, gwiazdy, kolację, muzykę i ognisko. Nowy Rok przywitamy na skraju Sahary. I to jest chyba jeden z tych wieczorów, których nie trzeba specjalnie dekorować.

Pierwszego stycznia nie będziemy się spieszyć. Spokojny poranek, późniejsze śniadanie, kawa, czas na odpoczynek i po prostu pobycie w tym niezwykłym miejscu. Dopiero po południu ruszamy na wielbłądach przez wydmy do naszego pustynnego campu. Będziemy patrzeć, jak słońce powoli znika za piaskiem, a Sahara zmienia kolor z żółtego na złoty, pomarańczowy i różowy. Wieczorem kolacja, ognisko i noc na pustyni. Mniej pośpiechu. Więcej oddechu. Pierwszego dnia roku szczególnie.

Dzień zaczynamy wcześnie, bo wschodu słońca na Saharze szkoda przespać. Chwila ciszy na wydmach, śniadanie w campie i ostatnia przejażdżka na wielbłądach z powrotem do Merzougi. Potem przed nami długa droga do Marrakeszu. To będzie dzień transferowy - czas na patrzenie przez okno, zdjęcia z ostatnich dni, rozmowy i zapewne kilka drzemek.

Wcześnie rano żegnamy Marrakesz. Wracamy po tygodniu, w którym zmieściły się mediny i pałace Marrakeszu, marokańska wieś, wspólne gotowanie, Atlas, filmowe ksary, wąwozy, Sahara, Sylwester przy ogniu i pierwszy wschód słońca nowego roku na pustyni. I pewnie trochę pustynnego piasku w butach...
Na wyjazd do Maroka obywatelki Polski potrzebują paszportu ważnego co najmniej przez cały okres pobytu. Dla bezpieczeństwa rekomendujemy, aby był ważny minimum 6 miesięcy od daty planowanego powrotu.
Linie lotnicze Ryanair
Wylot: 27.12.2026
Wrocław → Marrakesz, godz. 6.20 – 9.45
Kraków → Marrakesz, godz. 6.05 – 9.40
Powrót: 03.01.2027
Marrakesz → Wrocław, godz. 10.10 – 15.35
Marrakesz → Kraków, godz. 10.05 – 15.30
Bilety kupujecie samodzielnie, a my chętnie pomagamy – bez stresu.
Wyjazd obejmuje codzienne spacery, poruszanie się po nierównym podłożu oraz jazdę na wielbłądach, która wymaga podstawowej sprawności i zachowania równowagi. Z przejazdu na wielbłądach można zrezygnować – w takim przypadku dojazd do campu odbywa się samochodem 4×4 za dodatkową opłatą.
W programie są również długie przejazdy samochodem, częściowo po krętych i górskich drogach. Osoby z chorobą lokomocyjną powinny zabrać ze sobą odpowiednie leki.
Wyjazd tylko dla kobiet. Maksymalnie 15 babek + Baśka/Joanna.
Nie musisz nikogo znać – większość z nas spotyka się dopiero na lotnisku. Wiek nie ma znaczenia, liczy się otwartość i chęć wspólnej przygody.
Styl naszych wyjazdów opiera się na wspólnym mieszkaniu. Nocujemy w różnych miejscach, o różnym standardzie, często blisko lokalnej kultury i codziennego życia. Dlatego potrzebna jest odrobina elastyczności i otwartości na różne warunki noclegowe.
