

„Kiedy wczesnym rankiem wyszłyśmy z albergi, miasteczko jeszcze spało… my trochę też: nie rozmawiałyśmy wiele, każda zatopiona w swoich myślach. Było mgliście i chłodno. Tuż za miastem weszłyśmy na drewnianą kładkę, która zdawała się ciągnąć daleko poza zasięgiem wzroku. Po jednej stronie pola, po drugiej wysokie wydmy. I wtedy pojawiła się przed nami ścieżka, przeszłyśmy przez wydmy i nagle znalazłyśmy się na plaży jak z bajki: szerokiej, pustej, bezkresnej. Zaniemówiłyśmy. A potem wszystkie po kolei, przekrzykując się nawzajem, zdjęłyśmy buty i plecaki i na wyścigi pobiegłyśmy zanurzyć stopy w oceanie. Radość! Dalej szłyśmy już plażą.”
Camino portugalskie jest zupełnie inną drogą, niż Camino hiszpańskie. Ocean towarzyszy nam niemal każdego dnia, czasem jest w zasięgu wzroku, bliżej, czasem dalej, czasem są to plaże, czasem urwiska lub miejskie bulwary.
Odcinki są krótsze, jest mniej barów przydrożnych, bywa chłodniej. Emocje jednak są podobne: pierwsza plaża, poranna kawa i rogalik, kiedy w nogach już kilka kilometrów, widoki zapierające dech w piersiach. Wędrówka na bosaka brzegiem oceanu, małe zamglone miasteczka, szum fal, krzyk mew, pasiaste latarnie morskie, nadmorskie zachody słońca – to cudna odmiana od miejskiego zgiełku. A ryby i owoce morza a trasie – palce lizać!
Bo kiedy nic nie trzeba, można cieszyć się tym, co teraz, poukładać w głowie to, co ważne. Po Camino nic już nie jest takie samo, a kto raz wejdzie na szlak, to już zawsze będzie chciał wracać.
Nasza droga to około 250 km, które pokonujemy w 12 dni. Część w Portugalii, część w Hiszpanii. Codzienny dystans to ok. 15-25 km. Wyruszamy czasem jeszcze przed świtem, idziemy każda we własnym tempie, do albergi docieramy różnie, a łóżka na nas czekają. Plecaki są transportowane na całej trasie. Śpimy w prostych warunkach w koedukacyjnych salach w albergach i hostelach, na łóżkach piętrowych. Łazienki i toalety również koedukacyjne.
Drogę zaczynamy w Porto i kończymy w Santiago. Chodź z nami.
Buen Camino









